Światło cz. 6

Pomiędzy niebieską a purpurową fioletowa; między purpurową a czerwoną karminowa; między żółtą a zieloną zielonożółta. Widzimy zaraz wielką różnicę, jaka stąd płynie. Tu leżą naprzeciw sobie niebieska i żółta, jak w pierwszym podziale żółta i fioletowa, tworząc barwy dopełniające tj. dając białą. Zamiast czerwonej i niebieskiej mamy czerwoną i niebiesko zieloną, natomiast zielona leży naprzeciw purpurowej itd. Odsyłamy jednak do samego dzieła Bruckego, które jest bardzo ważnym. I tu się pokazuje, jak zresztą często, że im głębiej w rzecz wnikamy, tym większe powstają trudności, a zadowalająca odpowiedź na pytania, które wydają się igraszką, bywa największą sztuką.

Usiłowano wielekroć prawa harmonii barw ułożyć tak systematycznie, jak prawa harmonii muzyki. Szczególniej uczynił to Unger. Ciekawych jego wywodów nie mogę tu powtórzyć. Dosyć, że na podstawie odmierzonego drgania barw i tonów uczynił następujące zestawienie: Karminowa równa się C, Cynobrowa = Cis, ceglasta = D, pomarańczowa = Dis, żółta = E, żółtozielona = F, niebiesko-zielona = Fis, niebieska = G, indigo = Gis, fioletowa = A, liliowa = B, purpurowa = H. Układa je następnie według praw muzycznych i otrzymuje barwy moll i dur, tercy itd.

Dokładne wynalezienie prawidłowości w układzie barw, jest pytaniem, które przyszłość rozwiąże.

Za mało obeznany z muzyką, nie mogę sądzić teorii Ungera. Jedno tylko zauważę. Drganie jest źródłem zarówno barw, jak tonów, ale zestawiać razem rzeczy tak nieskończenie różne, wydaje mi się zbyt śmiałem. Niektóre prawa zasadnicze są – przypuszczam – te same, ale żeby zjawiska światła i dźwięku były sobie zupełnie równoległymi, o tern należy wątpić. Brucke potępia na innym miejscu wszelką teorię polegającą na porównaniu z muzyką i układającą harmonię barw analogicznie z harmonią tonów. Nie daje on żadnego ogólnego prawidła układu barw i zestawia tylko szereg połączeń podobających się zwyczajnie.

Dla przykładu podam niektóre jego zestawienia troiste, mające się ogólnie podobać: czerwona, niebieska, żółta (złoto); purpurowa, bławatna, żółta (ulubione kolory Pawła Yeronese); czerwona, zielona, żółta; pomarańczowa, zielona, fioletowa. Kładzie on przycisk na to, że wszelkie stałe prawidło dla artysty ma tylko względne znaczenie. Gdzie barwy mają być zestawione, tam naturalnie koniecznym jest porządek harmonijny. W każdym dziele sztuki harmonia wewnętrzna jest niezbędną, bywają jednak wyższe wymogi całości. Artyście wolno używać barw niezgodnych, czasem to czynić musi. Zachodzi tu jednak to samo, co w poezji, muzyce itd.: niezgodność powinna być tylko wyjątkiem. Nauka o harmonii barw pozostaje nadal celem godnym dążenia; miejmy nadzieję, że czas nie daleki przyniesie nam teorię powszechnie uznaną wszelkiej próbie urągającą.

Każda barwa da się uczynić jaśniejszą lub ciemniejszą. Im bledszą, tym wątlejszą jej energia, im głębszą, tym bardziej zbliża się do ciemności, czyniącej wrażenie smutne.

Bieguny jej stanowią barwy biała i czarna; pomiędzy niemi leżą wszystkie odcienia od najczystszej bieli do zupełnej ciemności. Jest ich naturalnie mnóstwo.

Siły barw stoją pomiędzy sobą w stosunku nie równym, lecz proporcjonalnym. Niebieska, czerwona i żółta w stosunku złotego działu. Trzy części żółtej mają więc taką samą siłę światła, co 5 części czerwonej a 8 niebieskiej. Kto bliżej chce się zapoznać z ciekawą nauką o barwach, a szczególniej z praktycznym jej zastosowaniem, tego odsyłamy do dzieła Sempera „o stylu”, do „nauki barw” Goethego i do przytoczonego kilkakrotnie Oerstedta: „Duch w naturze”, tudzież do Chevreuila, Bruckego itd. Dziś budzić się znowu poczyna silniejsze poczucie barwy, co wobec ostatnich lat mody brudno-szarej uważamy za szczęśliwy postęp. Dla tego omówieniu tej sprawy poświęciliśmy więcej miejsca. Prawda, że niejedno dziś robi się tak jaskrawo, jakby wzrok nasz zamierzano wypoliczkować. Barwy zielona i niebieska uchodziły w ostatnich czasach za niesmaczne, czerwona i fioletowa weszły zaś w modę. Niech będzie zresztą! Cieszmy się tymczasem, że widzimy przynajmniej barwy pełne, wolne od maniery, brudu i zaprószenia! Pełnych, prawdziwych barw tylko potrzeba, a zmysł ku nim obudzi się w dawnej sile. Barwa czarna jest właściwie bezbarwną. Dla tego godzi się z każdą inną. Pozbawiona wszelkiego połysku, kir np., budzi głęboki smutek; wyrażając jakiś brak w sobie, przypomina śmierć. Nie żąda niczego i nie mówi nic. Jest charakterystyczną barwą czasu, który w apatii widzi powagę. Strupieszałość w sukni czerwonej byłaby śmieszną, w czarnym fraku wygląda doskonale! Ubierajmy się jaskrawiej, weselej, barwniej, a będziemy znowu, jak dawniej, wesołymi!