Światło cz. 5

Barwa czarna i biała zachowują i w teorii Newtona swój charakter. Posłuchajmy Oersteda: Barwa czerwona rodzi się z największej fali światła i ma najwyższy stopień ciepłoty. Działa ona silnie na oko, przez co orzeźwia, spotęgowana jednak trwoży.

Pomarańczowa ma mniej ciepła, ale większą siłę światła, przez co ożywia, niepokoi, olśniewa. Żółta ma również mniej ciepła a więcej światła, jest jasną, wesołą, łagodnie drażniącą. Najmniejsza skaza szpeci ją. W zielonej równoważy się ciepło ze światłem. Niebieska ma mniej od poprzednich zarówno światła, jak ciepła. Dla tego zdaje się jakby ją pewien chłód, mrok otaczał. Fiolet zbliża się już do ciemności.

Oprócz tych, z istoty światła czerpanych pewników, musimy inne jeszcze zauważyć względy, chcąc wytłumaczyć wpływ światła. Postępujmy za nieocenionym Oerstedem: Barwa czerwona przypomina krew, pomarańczowa ogień, zielona pole i las, a tym samym stałą powierzchnię ziemi. Niebieska sklepienie niebios i przestrzeń. Brunatna wyobraża podług Yischera urodzajną ziemię, żywicielkę roślin i zwierząt; jest to barwa pożyteczności (także suszy). Szara pośredniczy między czarną a białą, stąd rodzi spokój.

O symbolicznym znaczeniu barw parę tylko słów ulotnych. Biała oznacza czystość, czarna bez połysku smutek. Fioletowa, pozbawiona ciepła i światła również jest smętną. Zielona budzi nadzieję, jak zieleń wiosny. Czerwona wyobraża miłość, blask, potęgę. Przypomina krew serdeczną. Toż samo oznacza prawo krwi, władzę nad życiem i śmiercią. Żółta jest czystą, jak złoto. Oznacza także niestałość, zdradę, gdyż łatwo się brudzi. Niebieska jest barwą wierności. Nie prędko się zanieczyszcza. Przy tym odzwierciedla w sobie myśl o niebie, o wierności.

Ważną, ale bardzo trudną i sporną jest nauka harmonii barw. Wiadomo, że pewne barwy obok siebie umieszczone sprawiają nie miły, inne przyjemny widok. Jakież prawa tu istnieją? Dajmy naprzód objaśnienie najpospolitsze. Białe światło uważamy za jednostkę. Gdy jednak rozszczepi się na barwy pojedyncze, żądamy na mocy tkwiącego w nas prawa, harmonii.

Zauważmy barwę zieloną. Powstaje ona ze zmieszania żółtej z niebieską. Dopiero żółta, niebieska i czerwona dają białą. Zielona nie mieści w sobie wcale czerwonej.

Tego więc uzupełnienia żądamy instynktowo. Zielona i czerwona dają w połączeniu białą, a więc stanowią harmonię. Barwy uzupełniające otrzymujemy w łatwy sposób drogą zestawienia w porządku tęczy.

Żółta, obchodzi się bez niebieskiej i czerwonej, wymaga zaś przeciwległej sobie, fioletowej. Niebieska nie potrzebuje żółtej i czerwonej, wymaga zaś do uzupełnienia pomarańczowej, czerwona zielonej.

Dla tego to, gdy oko wpatrzy się dobrze w barwę zieloną, dostrzega obok niej pasek czerwony. Gdy widzi czerwoną i żółtą, pożąda niebieskiej; czerwona więc zdaje mu się przelewać we fioletową, żółta w zieloną. Tak samo wobec czerwonej i niebieskiej domaga się żółtej, wobec niebieskiej i żółtej szuka czerwonej.

Barwy pośredniczące, zielono-fioletowa, fioletowo-pomarańczowa, pomarańczowo-zielona w zestawieniu dają nam światło białe, ale osłabione, mętne. Nie mają zatem charakteru wybitnego.

Dwie barwy w rysunku naszym obok siebie umieszczone, wymagają barwy dopełniającej np. żółta i zielona czerwonej, toż samo niebieska i zielona; niebieska i fioletowa żółtej, itd. Barwy te bowiem leżą za blisko siebie, nie wyróżniają się zatem dostatecznie i szkodzą sobie. Łatwo rodzą uczucie nieprzyjemne. Natura przedstawia wprawdzie niektóre zjawiska tego rodzaju, wcale miłe dla oka, np. kwiaty żółtozielone, zielono-niebieskie; ale tu kształt i połysk tworzą szereg przyjemnych wpływów, które zmniejszają do szczupłych rozmiarów wrażenie niezgodności barw.Zresztą będzie to zawsze nudnym i nieskończenie mdłym, patrzeć na letni.

jednostajny błękit niebios przez las grabowy. Zielona łąka pełna brodawników jest widokiem sielankowym, lecz wcale nie estetycznym. Miłą jest rzeczą oglądać niebo przez szpary drzew; tu jednak brzmi wespół mnóstwo tonów pośredniczących, jak barwy liścia, pni, gałązek, cienie itd.